W zamyśleniu wzruszyłam ramionami.
-Cóż ja mam ci powiedzieć?-spytałam bardziej siebie niż dziewczyny-Pochodzę stąd, jednak gdy byłam bardzo mała moja rodzina uciekła z tego miasta. Zamieszkaliśmy w Kanadzie gdzie się uczyłam się, buntowałam i tym podobne..
-Buntowałaś?-zaciekawiła się Roxanne. Uśmiechnęłam się lekko kiwając głową.
-Po wypadku siostry musiałam się trochę ogarnąć. Zająć się nią. Nie miałam innego wyjścia. Poza tym.. Rodzice chcieli bym wróciła tutaj i kontynuowała to co nasi przodkowie zaczęli wieki temu-wzruszyłam ramionami-Raczej nic innego powiedzieć ci nie mogę.
-Dlaczego?
-Nie ma o czym. Jeśli chcesz to pytaj, ja nie mam już nic do powiedzenia-lekko się uśmiechnęłam i przymknęłam oczy.
Roxanne? Zero weny .-.
środa, 29 lipca 2015
piątek, 3 lipca 2015
Od Roxanne c.d. od Seeley
- coś o sobie, powiadasz? Mam na imię Roxanne, nazwisko po tacie - Scott, pochodzę z Beverly Hills. Coś jeszcze? - uśmiechnęłam się i nie czekając na odpowiedź Seeley zaczęłam opowiadać dalej. - A więc pochodzę z zamożnej, kulturalnej rodziny. Moja mama, Emily Scott, tak samo jak ojciec, Robert Scott, starali się mnie wychować na gzreczną, skromną, posłuszną dziewczynę, ale nigdy im się to nie udawało. Chcieli, żebym kiedyś była dobrą gospodNie wiedzieli, po kim to miałam, ale coś we mnie zawsze sprzeciwiało się wszystkim, którzy chcieli mnie zmieniać. I nawet, gdy widzieli, że nigdy nie uda im się mnie ułożyć, próbowali dalej. Nasze stosunki nigdy nie były dobre, ale nikomu to nie przeszkadzało. Odpuścili dopiero, gdy skończyłam 18 lat. Wyprowadziłam się z Beverly Hills i przefarbowałam włosy. To może Ty teraz coś opowiesz?
<Seeley?>
<Seeley?>
wtorek, 30 czerwca 2015
Od Seeley c.d. Roxanne
Przez moment przyglądałam się dziewczynie, która spoglądała w niebo. Uśmiechnęłam się pod nosem i rozejrzałam się dookoła. Wypatrzyłam wole miejsca w jednej z kafejek i ruszyłam w jej kierunku. Roxanne po krótkim czasie poszła za mną. Była ładna pogoda, więc zdecydowałyśmy się usiąść na zewnątrz i cieszyć się promieniami słońca. Po krótkiej chwili podszedł do nas kelner. Wysoki mężczyzna, niewiele starszy ode mnie. Miał ciemne oczy i ciemne blond włosy ścięte na krótko. Uśmiechał się promiennie i cierpliwie czekał aż zdecydujemy się co zamówić. W końcu obie wzięłyśmy kawę. Chłopak odszedł, a ja oparłam się o oparcie i zamknęłam oczy. Delikatny podmuch wiatru poruszył moimi włosami, które otuliły mi policzki. Odgarnęłam niesforne włosy i spojrzałam na Roxanne.
-O czym tak ciągle myślisz?
-O tym co zostawiłam..-mruknęła nadal będąc myślami gdzieś daleko. Nagle się ocknęła i jakby uprzytomniła co powiedziała. Poprawiła się na krześle i odchrząknęła. Uśmiechnęłam się lekko.
-No dobrze. To może opowiesz coś o sobie? Albo chcesz o coś zapytać? O coś konkretnego..-zmrużyłam lekko oczy i spojrzałam na kelnera, który postawił na stoliku dwie filiżanki, skinął głową i odszedł.
Roxanne? Opisowe, bo na akcje brak pomysłu x.x
-O czym tak ciągle myślisz?
-O tym co zostawiłam..-mruknęła nadal będąc myślami gdzieś daleko. Nagle się ocknęła i jakby uprzytomniła co powiedziała. Poprawiła się na krześle i odchrząknęła. Uśmiechnęłam się lekko.
-No dobrze. To może opowiesz coś o sobie? Albo chcesz o coś zapytać? O coś konkretnego..-zmrużyłam lekko oczy i spojrzałam na kelnera, który postawił na stoliku dwie filiżanki, skinął głową i odszedł.
Roxanne? Opisowe, bo na akcje brak pomysłu x.x
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Od Roxanne c.d. Od Seeley
- Tyle, że wolałabym mieszkanie w centrum. - mruknęłam rozglądając się po okolicy.
- Też coś się znajdzie.
- A co do cierpliwości, to jej nie mam, ale nie dam sobą pomiatać.
- Hmm, tyle że powinnaś być spokojna. Jeśli będziesz się na nich drzeć, prawdopodobnie wyrzucą cię z pracy. Muszą zdobywać, a nie tracić klientów.
- I mam dla pieniędzy dawać im traktować mnie jak... - Seeley nie dała mi dokończyć.
- Jeśli się na to nie zgadzasz to nie praca dla ciebie. - zaśmiała się.
- Nie ma innej pracy? - zapytałam z rezygnacją w głosie.
- Wolisz może pracować jako kasjerka? - spytała.
- Nie. Jakoś sobie poradzę.
Po chwili milczenia doszłyśmy na rynek, plac wyłożony kostką, na jego środku stał ratusz, obok kościół i fontanna, a wokół w arkadach pod kamieniczkami było mnóstwo sklepów.
- A właśnie, możesz zostać grajkiem ulicznym. - zaproponowała Seeley z uśmiechem.
- Naprawdę, wolę pracę w barze. - pokręciłam głową.
Spojrzałam w niebo. Było jasne, błękitne, słońce mocno świeciło, nie było widać ani jednej chmurki. I wtedy zaczęłam myśleć o Ameryce, o Beverly Hills, i o wszystkich, których zostawiłam, o rodzicach i przyjaciołach, o liceum, o marzeniach, o studiach. Przyjechałam tu uciec od codziennej rutyny, poznać nowe osoby i spojrzeć w oczy moim mocom. Nie wiedziałam do końca, czy to wszystko jest dobre i do czego to wykorzystam. Czy jest mi to potrzebne? Zasłużyłam na to? Dużo jest takich osób? Za wiele tych pytań, by na nie wszystkie odpowiedzieć, na niektóre się nie da, a na inne dopiero poznam odpowiedź...
<Seeley?>
- Też coś się znajdzie.
- A co do cierpliwości, to jej nie mam, ale nie dam sobą pomiatać.
- Hmm, tyle że powinnaś być spokojna. Jeśli będziesz się na nich drzeć, prawdopodobnie wyrzucą cię z pracy. Muszą zdobywać, a nie tracić klientów.
- I mam dla pieniędzy dawać im traktować mnie jak... - Seeley nie dała mi dokończyć.
- Jeśli się na to nie zgadzasz to nie praca dla ciebie. - zaśmiała się.
- Nie ma innej pracy? - zapytałam z rezygnacją w głosie.
- Wolisz może pracować jako kasjerka? - spytała.
- Nie. Jakoś sobie poradzę.
Po chwili milczenia doszłyśmy na rynek, plac wyłożony kostką, na jego środku stał ratusz, obok kościół i fontanna, a wokół w arkadach pod kamieniczkami było mnóstwo sklepów.
- A właśnie, możesz zostać grajkiem ulicznym. - zaproponowała Seeley z uśmiechem.
- Naprawdę, wolę pracę w barze. - pokręciłam głową.
Spojrzałam w niebo. Było jasne, błękitne, słońce mocno świeciło, nie było widać ani jednej chmurki. I wtedy zaczęłam myśleć o Ameryce, o Beverly Hills, i o wszystkich, których zostawiłam, o rodzicach i przyjaciołach, o liceum, o marzeniach, o studiach. Przyjechałam tu uciec od codziennej rutyny, poznać nowe osoby i spojrzeć w oczy moim mocom. Nie wiedziałam do końca, czy to wszystko jest dobre i do czego to wykorzystam. Czy jest mi to potrzebne? Zasłużyłam na to? Dużo jest takich osób? Za wiele tych pytań, by na nie wszystkie odpowiedzieć, na niektóre się nie da, a na inne dopiero poznam odpowiedź...
<Seeley?>
Od Seeley c.d. od Roxanne
Rozejrzałam się dookoła.
-Lepiej stąd chodźmy.. Wszystko wytłumaczę ci po drodze-mruknęłam i poprowadziłam nas w stronę jednej z moich ulubionych kafejek. Mijało nas wielu ludzi i prawie wszyscy rzucali nam dziwne spojrzenia. Severvill to dziwne miejsce, trzeba przyznać.. Praktycznie nikt tu nikogo nie zna i nikomu nie ufa. A do tego ten staroświecki wygląd miasta.. Pomimo tego to miejsce pełne tajemnic było bardziej zaawansowane technologicznie niż nie jedno z amerykańskich miast. Jednak ludzie jakoś przyzwyczaili się do tej prostoty..
-Hej..?-szturchnięcie Roxanne wyrwało mnie z zamyślenia. Popatrzyłam na nią pół przytomnie.
-Mówiłaś coś? Wybacz, zamyśliłam się..
-Tak. Pytałam co z tą pracą?
-Cóż.. Najwięcej jest tu etatów kelnerek w barach.. Rzadko trafia się, że restauracje szukały kogoś do pomocy.. A żeby pracować w barze trzeba mieć niezłą cierpliwość i dystans.. Do facetów-mruknęłam ponuro-Z mieszkaniem nie będziesz miała większego problemu.. Jest sporo nowych mieszkań na obrzeżach miasta..-wzruszyłam ramionami nie wiedząc co jeszcze jej powiedzieć.
Roxanne? ;-; brak pomysłu ;-;
-Lepiej stąd chodźmy.. Wszystko wytłumaczę ci po drodze-mruknęłam i poprowadziłam nas w stronę jednej z moich ulubionych kafejek. Mijało nas wielu ludzi i prawie wszyscy rzucali nam dziwne spojrzenia. Severvill to dziwne miejsce, trzeba przyznać.. Praktycznie nikt tu nikogo nie zna i nikomu nie ufa. A do tego ten staroświecki wygląd miasta.. Pomimo tego to miejsce pełne tajemnic było bardziej zaawansowane technologicznie niż nie jedno z amerykańskich miast. Jednak ludzie jakoś przyzwyczaili się do tej prostoty..
-Hej..?-szturchnięcie Roxanne wyrwało mnie z zamyślenia. Popatrzyłam na nią pół przytomnie.
-Mówiłaś coś? Wybacz, zamyśliłam się..
-Tak. Pytałam co z tą pracą?
-Cóż.. Najwięcej jest tu etatów kelnerek w barach.. Rzadko trafia się, że restauracje szukały kogoś do pomocy.. A żeby pracować w barze trzeba mieć niezłą cierpliwość i dystans.. Do facetów-mruknęłam ponuro-Z mieszkaniem nie będziesz miała większego problemu.. Jest sporo nowych mieszkań na obrzeżach miasta..-wzruszyłam ramionami nie wiedząc co jeszcze jej powiedzieć.
Roxanne? ;-; brak pomysłu ;-;
niedziela, 28 czerwca 2015
Od Roxanne c.d. od Seeley
Wzięłam do ręki papiery i omiatałam je wzrokiem kartka po kartce. Czułam, że Seeley nie jest zwykłą, przeciętną, milutką dziewczyną, kto wie, może się "zaprzyjaźnimy".
- tak, tylko po co te formalności? - spytałam marszcząc czoło.
- za dużo tłumaczenia i wyjaśniania, że jesteś kimś wyjątkowym, i że to bardzo ważne. Zanudziłabym cię. Może opowiesz mi lepiej, dlaczego tu jesteś?
- Zależy mi na dowiedzeniu się więcej o tym wszystkim... no wiesz, te moce, i jeszcze bardziej zależało mi na wyprowadzce od rodziców. A co do rodziny, to nie mieszka tu nikt, kogo znam, słyszałam tylko, że mieszkała tu moja ciocia. -
- Świetnie, ja właśnie zajmuję się szukaniem takich osób. Cieszę się, że tutaj jesteś.
- Nie wiem czy dalej będziesz się tak cieszyć, jak mnie poznasz - zaśmiałam się. Na twarzy Seeley widniał lekki uśmiech. - chciałam zapytać, są jakieś tanie mieszkania? Albo gdzie mogę znaleźć pracę?
<Seeley? Krótko, ale to ty jesteś burmistrzem i to ty mnie oprowadzisz xD>
sobota, 27 czerwca 2015
Od Seeley
Ziewnęłam i zabrałam kubek z kawą z blatu. Powąchałam zawartość i skrzywiłam się mrucząc do siebie pod nosem
-Zabarwiona woda.. Kurwa.. Ktoś tu chyba wrzucił stare skarpety..
Przechodząc obok zlewu wrzuciłam do niego kubek i gasząc światło poszłam do pokoju. Już przez szybę w drzwiach widziałam, że Pillar turla się po podłodze. Delikatnie uchyliłam drzwi i weszłam do środka. Dziewczyna z uśmiechem na twarzy turlała się od jednej ściany do drugiej. Westchnęłam i powiedziałam
-Pillar, idziemy spać.
Siostra zatrzymała się w pół obrotu i spojrzała na mnie, Jej uśmiech gdzieś zniknął, a oczy przybrały metaliczny kolor.
-Nie chcę spać.
-Penelope, proszę, nie zaczynaj znowu..-westchnęłam zrezygnowana. Nie miałam ochoty, piątą noc z rzędu, gonić za nią po mieście. Dziewczyna nagle wstała i podeszła do mnie bardzo blisko. Popatrzyłam na nią.
-Penelope nie ma. Taki ktoś już nie istnieje-zdawało mi się, że jej głos odbija się od metalowych ścian-Jest tylko Pillar!-zawołała wybuchając śmiechem. Popatrzyłam na siostrę nieco zdezorientowana, jak za każdym razem gdy gwałtownie zmieniał jej się nastrój. Pokręciłam głową i zgasiłam światło.
-Idziemy spać, Pillar..
Tym razem odpowiedziało mi tylko udawane chrapanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Była już dziewiąta, gdy mój telefon zadzwonił. Spojrzałam na wyświetlacz. Martin. "Pewnie znowu coś z papierami" przemknęło mi przez myśl.
-No co tam?-spytałam obserwując Pillar, która wpatrywała się w paląca się świeczkę.
-Mamy nowego mieszkańca-mruknął cicho. Otworzyłam szerzej oczy.
-Naprawdę?
-No. Czeka na ciebie.
-Uhh... Okey. Będę za 10 minut-powiedziałam, a Pillar spojrzała na mnie z szerokim uśmiechem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przed budynkiem ratuszu stała dość wysoka dziewczyna z fioletowymi włosami. Stanęłam obok niej i spytałam
-Jak mniemam Roxanne Scott?
-Ta. A bo co?
-Bo ja jestem Seeley Sparks. I to ja mam zadanie przyjąć cię do miasta i ci je pokazać-powiedziałam krzyżując ręce na piersiach-Lecz najpierw musisz wypełnić papiery..-zerknęłam w bok.
-Już wypełniłam.
-Te dotyczące rodziny i mocy, także?
Roxanne? Nie mam pomysłu xc
-Zabarwiona woda.. Kurwa.. Ktoś tu chyba wrzucił stare skarpety..
Przechodząc obok zlewu wrzuciłam do niego kubek i gasząc światło poszłam do pokoju. Już przez szybę w drzwiach widziałam, że Pillar turla się po podłodze. Delikatnie uchyliłam drzwi i weszłam do środka. Dziewczyna z uśmiechem na twarzy turlała się od jednej ściany do drugiej. Westchnęłam i powiedziałam
-Pillar, idziemy spać.
Siostra zatrzymała się w pół obrotu i spojrzała na mnie, Jej uśmiech gdzieś zniknął, a oczy przybrały metaliczny kolor.
-Nie chcę spać.
-Penelope, proszę, nie zaczynaj znowu..-westchnęłam zrezygnowana. Nie miałam ochoty, piątą noc z rzędu, gonić za nią po mieście. Dziewczyna nagle wstała i podeszła do mnie bardzo blisko. Popatrzyłam na nią.
-Penelope nie ma. Taki ktoś już nie istnieje-zdawało mi się, że jej głos odbija się od metalowych ścian-Jest tylko Pillar!-zawołała wybuchając śmiechem. Popatrzyłam na siostrę nieco zdezorientowana, jak za każdym razem gdy gwałtownie zmieniał jej się nastrój. Pokręciłam głową i zgasiłam światło.
-Idziemy spać, Pillar..
Tym razem odpowiedziało mi tylko udawane chrapanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Była już dziewiąta, gdy mój telefon zadzwonił. Spojrzałam na wyświetlacz. Martin. "Pewnie znowu coś z papierami" przemknęło mi przez myśl.
-No co tam?-spytałam obserwując Pillar, która wpatrywała się w paląca się świeczkę.
-Mamy nowego mieszkańca-mruknął cicho. Otworzyłam szerzej oczy.
-Naprawdę?
-No. Czeka na ciebie.
-Uhh... Okey. Będę za 10 minut-powiedziałam, a Pillar spojrzała na mnie z szerokim uśmiechem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przed budynkiem ratuszu stała dość wysoka dziewczyna z fioletowymi włosami. Stanęłam obok niej i spytałam
-Jak mniemam Roxanne Scott?
-Ta. A bo co?
-Bo ja jestem Seeley Sparks. I to ja mam zadanie przyjąć cię do miasta i ci je pokazać-powiedziałam krzyżując ręce na piersiach-Lecz najpierw musisz wypełnić papiery..-zerknęłam w bok.
-Już wypełniłam.
-Te dotyczące rodziny i mocy, także?
Roxanne? Nie mam pomysłu xc
Subskrybuj:
Posty (Atom)