Wolałam nie wspominać o wczorajszym wieczorze, jednak ciekawość była większa. Ta dziewczyna była dziwna. Owszem, znałam dużo dziwnych ludzi, ale to było chore.
Wstałam o 8:00. Pogoda znów była piękna, więc ubrałam się w letnią sukienkę i wyszłam na miasto zjeść w restauracji śniadanie, gdyż nie spodziewałam się zjeść dobrego jedzenia w tym barze.
Właśnie wchodziłam do restauracji, gdy przy jednym ze stolików zobaczyłam Seeley, która gestem ręki zaprosiła mnie do stolika. Zdjęłam okulary przeciwsłoneczne i przysiadłam się do niej.
- można tu zjeść śniadanie? - zapytałam bez uśmiechu.
- tak, jest dobra jajecznica, ale nie o tym chciałam z tobą porozmawiać. - odpowiedziała mi Seeley. Kelnerka podeszła do stołu, zamówiłam jajecznicę, tosta i sok pomarańczowy. Gdy kelnerka odeszła, spojrzałam na Seeley pytająco z lekkim zdenerwowaniem.
- a więc wytłumaczysz mi to?
- co dokładnie? - spytała podejrzliwie.
- jakbyś nie wiedziała... Wiem, że nie powinnam się wtrącać i bardzo tego nie lubię, ale widziałam jak, ehem... - odchrząknęłam. - skakałaś po dachach? Nie sposób było cię nie zauważyć, dziewczyna która kilka metrów nade mną ugania się po budynkach.
<Seeley? xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz