poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Od Seeley c.d. Roxanne

Niebo ciemniało. Ulice stawały się coraz bardziej szare i nieprzyjemne dla ludzi. Normalni ludzie siedzieli teraz przy kolacji bądź telewizorze i odprężali się przed następnym dniem. Ale nie ja. Ja w czarnym kostiumie kryjącym mnie aż po szyje i chustce zawiązanej na ustach biegłam przez miasto potykając się o kamienie. Zgięta w pół osiągałam większą szybkość, a na tym mi najbardziej zależało. Dwa miecze schowane były za pasami czarnego materiału na moich plecach. W każdej chwili z łatwością mogłam je wyciągnąć. Jednym ruchem. Włosy związane w kucyka przerzuciłam na drugie ramię. Wbiegłam w jedną z ciemnych uliczek i zatrzymałam się na jej drugim końcu, który wychodził na główną ulicę. Nagle zobaczyłam znajomą twarz. Roxanne. Cofnęłam się o krok chowając w cieniu. Że też musiała wyjść.. Rozejrzałam się po pobliskich dachach. Jest! Nie.. Pillar nie rób tego! Przemknęłam za Roxanne, modląc się w duchu by mnie nie zauważyła. Bo o poznanie mnie nie miałam się co martwić. Wskoczyłam na dach odbijając się od kolejnych okien. W ostatniej chwili złapałam ciemnowłosego chłopaka i wciągnęłam go za sobą na dach. Ciemnowłosy wylądował spory kawałek na moją siostrą. Popatrzyłam na nią zła. Dziewczyna zdezorientowana patrzyła na mnie w bezruchu. Nagle upadła na kolana i zaczęła śmiać się przez łzy. Westchnęłam z ulgą i podeszłam do niej.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Z samego rana wyszłam z domu. Martin zasypał mnie kolejną "papierkową" robotą. Musiałam jednak najpierw znaleźć Roxanne i spytać o wczorajszy wieczór. W duchu miałam nadzieje, że niczego nie widziała, choć było to mało prawdopodobne. Ludzie z miasta byli już przyzwyczajeni do takich "akcji" i mało kto zwracał na nie uwagę. Jednak nowi.. Oni widzieli wszystko i wszystkim się interesowali, nie rozumiejąc, że o pewnych rzeczach lepiej po prostu nie wiedzieć.

Roxanne?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz