wtorek, 25 sierpnia 2015

Powitajmy Bellę!


Imię: Bella
Ksywka: Bell
Nazwisko: Johnson
Płeć: dziewczyna
Wiek: 18
Wygląd: niska, szczupła dziewczyna o jasnej cerze i długich, prostych włosach pofarbowanych na niebiesko. Ubiera się na czarno. 
Moce: żywioł to woda. Zamrażanie wody, odmrażanie, zmienianie jej temperatury, strumień wody, oddychanie pod wodą.
Charakter: Bella jest tajemniczą, cichą dziewczyną. Jest pesymistką i w prawie żadnej rzeczy nie widzi pozytywów. Zwykle siedzi cicho, jest małomówna. Jest cierpliwa, ale jak ktoś ją bardzo zdenerwuje potrafi wybuchnąć. Nie jest sentymentalna ani zbyt miła dla innych.
Zawód: skończyła technikum, na razie ma praktyki w sklepie spożywczym.
Rodzina: ma brata w Severvill.
Chłopak: brak
Historia: urodziła się niedaleko tego miasta w ubogiej rodzinie. W wieku 18 lat wyprowadziła się z domu i wynajęła mieszkanie w Severvill.
Ciekawostki: szaleje na punkcie jagód.
Głos: <KLIK>
Właściciel: 2000N

Od Roxanne c.d. od Seeley

Nie odpowiedziałam. Spojrzałam na kelnerkę, która niosła już moje śniadanie. Gdy dziewczyna postawiła talerz przed moim nosem, szybko zabrałam się do jedzenia, dawno nie jadłam tak dobrego śniadania. Seeley patrzyła na mnie z niecierpliwością, nie spieszyło mi się z odpowiedzią. Zaśmiałam się w myślach.
- Jeżeli ktoś jest takim tchórzem, który nie chce walczyć z trudem życia to pozwól mu odejść. - powiedziałam do niej z uśmiechem, sama nie wiem, dlaczego.
- to nie jest tchórz, ona nie ma pojęcia, co robi! - powiedziała ze złością. Nie ruszyło mnie to, zachowałam spokój. Milczałam, czekając, aż Seeley się uspokoi.
- A więc to twoja siostra?
Seeley milczała.
- rozumiem, mam się nie wtrącać. Ale nie przyszłaś tu chyba bez powodu.
- Roxanne, zadałam ci pytanie, jak mnie poznałaś?
Skończyłam pić sok i odsunęłam talerz na bok. Próbowałam przypomnieć sobie wczorajszy wieczór.
- widziałam twoje oczy i włosy. Poza tym co miałam zrobić widząc dziewczynę wdrapującą się na budynek w czarnym kostiumie z bronią na plecach? Nie uciekłam, tylko patrzyłam. Jakoś cię rozpoznałam.

<Seeley? Skaczesz po dachach XD>

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Od Seeley c.d. Roxanne

Zmrużyłam oczy. Humor natychmiast mi się popsuł.
-Nie uganiam się, tylko ratowałam debila, który postanowił skoczyć z dachu-warknęłam. Niektórzy ludzie naprawdę nie potrafią przeżyć bez różnych zbędnych informacji.
-Nie prawda. Był tam ktoś jeszcze-upierała się dziewczyna. Z pomrukiem przewróciłam oczami.
-Ludzie w mieście mają różne tajemnice. O niektórych lepiej nie wiedzieć-syknęłam przez zaciśnięte zęby. Odetchnęłam głęboko trochę się opanowując się i łagodniej spytałam -Jak mnie w ogóle poznałaś?

Roxanne? Do dupy to x.x

wtorek, 4 sierpnia 2015

Od Roxanne c.d. od Seeley

Wolałam nie wspominać o wczorajszym wieczorze, jednak ciekawość była większa. Ta dziewczyna była dziwna. Owszem, znałam dużo dziwnych ludzi, ale to było chore.
Wstałam o 8:00. Pogoda znów była piękna, więc ubrałam się w letnią sukienkę i wyszłam na miasto zjeść w restauracji śniadanie, gdyż nie spodziewałam się zjeść dobrego jedzenia w tym barze.
Właśnie wchodziłam do restauracji, gdy przy jednym ze stolików zobaczyłam Seeley, która gestem ręki zaprosiła mnie do stolika. Zdjęłam okulary przeciwsłoneczne i przysiadłam się do niej.
- można tu zjeść śniadanie? - zapytałam bez uśmiechu.
- tak, jest dobra jajecznica, ale nie o tym chciałam z tobą porozmawiać. - odpowiedziała mi Seeley. Kelnerka podeszła do stołu, zamówiłam jajecznicę, tosta i sok pomarańczowy. Gdy kelnerka odeszła, spojrzałam na Seeley pytająco z lekkim zdenerwowaniem.
- a więc wytłumaczysz mi to?
- co dokładnie? - spytała podejrzliwie.
- jakbyś nie wiedziała... Wiem, że nie powinnam się wtrącać i bardzo tego nie lubię, ale widziałam jak, ehem... - odchrząknęłam. - skakałaś po dachach? Nie sposób było cię nie zauważyć, dziewczyna która kilka metrów nade mną ugania się po budynkach.

<Seeley? xD>

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Od Seeley c.d. Roxanne

Niebo ciemniało. Ulice stawały się coraz bardziej szare i nieprzyjemne dla ludzi. Normalni ludzie siedzieli teraz przy kolacji bądź telewizorze i odprężali się przed następnym dniem. Ale nie ja. Ja w czarnym kostiumie kryjącym mnie aż po szyje i chustce zawiązanej na ustach biegłam przez miasto potykając się o kamienie. Zgięta w pół osiągałam większą szybkość, a na tym mi najbardziej zależało. Dwa miecze schowane były za pasami czarnego materiału na moich plecach. W każdej chwili z łatwością mogłam je wyciągnąć. Jednym ruchem. Włosy związane w kucyka przerzuciłam na drugie ramię. Wbiegłam w jedną z ciemnych uliczek i zatrzymałam się na jej drugim końcu, który wychodził na główną ulicę. Nagle zobaczyłam znajomą twarz. Roxanne. Cofnęłam się o krok chowając w cieniu. Że też musiała wyjść.. Rozejrzałam się po pobliskich dachach. Jest! Nie.. Pillar nie rób tego! Przemknęłam za Roxanne, modląc się w duchu by mnie nie zauważyła. Bo o poznanie mnie nie miałam się co martwić. Wskoczyłam na dach odbijając się od kolejnych okien. W ostatniej chwili złapałam ciemnowłosego chłopaka i wciągnęłam go za sobą na dach. Ciemnowłosy wylądował spory kawałek na moją siostrą. Popatrzyłam na nią zła. Dziewczyna zdezorientowana patrzyła na mnie w bezruchu. Nagle upadła na kolana i zaczęła śmiać się przez łzy. Westchnęłam z ulgą i podeszłam do niej.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Z samego rana wyszłam z domu. Martin zasypał mnie kolejną "papierkową" robotą. Musiałam jednak najpierw znaleźć Roxanne i spytać o wczorajszy wieczór. W duchu miałam nadzieje, że niczego nie widziała, choć było to mało prawdopodobne. Ludzie z miasta byli już przyzwyczajeni do takich "akcji" i mało kto zwracał na nie uwagę. Jednak nowi.. Oni widzieli wszystko i wszystkim się interesowali, nie rozumiejąc, że o pewnych rzeczach lepiej po prostu nie wiedzieć.

Roxanne?

Od Roxanne c.d. od Seeley

Co to ma niby znaczyć?! - pomyślałam patrząc w miejsce, gdzie przed chwilą stała Seeley. Odwróciłam się na pięcie i starając się stłumić gniew zmieszany ze zdziwieniem podeszłam do drzwi i weszłam do środka. Za moimi plecami usłyszałam dzwonek, taki, jak w sklepach, który słychać gdy ktoś wchodzi.
Restauracja raczej przypominająca bar utrzymana była w ciemnych kolorach. Ściany pokrywała tapeta w popielate pasy, która w niektórych miejscach była pozrywana, podłogę pokrywał ciemny, matowy parkiet, a stoły i krzesła wykonane były również z ciemnobrązowego drewna. Na każdym ze stolików ustawiona była popielniczka. Po prawej stronie stał bar, za którym niska, blada dziewczyna o przestraszonym wyrazie twarzy i podkrążonych oczach czyściła szmatką w pośpiechu kieliszki i szklanki. Natychmiast spojrzała na mnie wielkimi oczami i odstawiła naczynia. Podeszłam do niej.
- słyszałam, że można tu przenocować.
- tak... Mamy pokoje... - powiedziała cicho i zniknęła za drzwiami znajdującymi się za barem. Usłyszałam niski, kobiecy głos i po chwili z tych samych drzwi wyszła wysoka, pulchna, czarnowłosa kobieta z kokiem przyozdobionym różą i stanęła opierając ręce na blacie. 
- chce pani przenocować, tak? - zapytała od niechcenia. Zacisnęła usta.
- tak, ile zapłacę za noc? - spytałam równie nieuprzejmym tonem.
- proszę spojrzeć na tablicę, jest tam - wskazała na drugi koniec sali. Spojrzałam na ceny, było bardzo tanio. Pokiwałam głową i położyłam kilka banknotów na ladzie.
- oto klucz, pokój numer 8. Aha, proszę się tylko nie skarżyć na hałas po 22:00. - kobieta zmierzyła mnie od stóp do głów i pomaszerowała ze ścierką w stronę stolików. 
Złapałam za klucz i szybkim krokiem ruszyłam po schodach na piętro. Przede mną pojawił się korytarz z niewielką ilością pokojów, było ich z 10. Wsadziłam klucz w zamek drzwi z numerem 6 i próbowałam przekręcić, ale były już otwarte. Cóż, nie dbają tu chyba o to, żeby nic nie skradziono. Zamknęłam za sobą drzwi i rozejrzałam się.
Ściany były koloru żółtego, łóżko o metalowych nogach nie miało nawet materaca, wyłożone było tylko kilkoma kocami. Na szafce nocnej stała mała lampka. Oprócz tego znajdowała się niewielka łazienka z prysznicem i ubikacją. Nie było lustra ani umywalki. Położyłam się na łóżku.
Do prawdy nie wiem, o co jej chodziło. Jej siostra była jakąś wielką tajemnicą? Prędzej czy później wiedziałam, że ją poznam, bo miałam nadzieję że będę mogła jeszcze zobaczyć się z Seeley, wydała się być miła. Kiedyś poznam tą jej siostrę, nie wierzę żebym nie miała okazji, przecież chyba nie siedzi tylko w domu.

* * *

Była 19:00. Na dworze było jeszcze jasno, chociaż w pokoju musiałam już mieć zapalone światło. Postanowiłam wyjść i rozejrzeć się jeszcze po okolicy, może natrafię na sklep z ubraniami czy spożywczy, albo na mieszkanie do wynajęcia. Ubrałam się w krótką, czarną koszulkę, bordowe legginsy i szare trampki. Wyszłam na zewnątrz i szłam w stronę ratusza. 

<Seeley? Nie wiem, co dalej się ma stać xd>

Od Seeley c.d. Roxanne

Odwróciłam wzrok.
-Nie wiem czy jest to odpowiednia pora..-mruknęłam pod nosem-Chociaż odpowiedniej nie będzie chyba nigdy..
-To znaczy?-zaciekawiła się Roxanne. Z westchnieniem odwróciłam się do niej plecami.
-Może innym razem..-szepnęłam i "rozpłynęłam" się w powietrzu jak to miałam zwyczaj robić za każdym razem, gdy komuś nawinął się na język temat mojej siostry.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ponownie zjawiłam się w swoim domu. Szybko poszłam do pokoju Pillar, gdzie zastałam ją siedzącą w otwartym oknie. Podeszłam do niej i oparłam się głową o framugę okna. Siostra spojrzała na mnie i uśmiechnęła sie szeroko.
-Nowy mieszkaniec?-spytała swoim radosnym głosikiem. Uśmiechnęłam się lekko. Wiedziałam, że jeśli odpowiem jej słowami zacznie się awantura, że ona chce go poznać. Przymknęłam oczy czując jak do pokoju wpada delikatny podmuch wiatru.
-Chciałabyś kiedyś stąd uciec?-spytałam sama nie wiedząc czemu. Otworzyłam oczy i kątem oka złapałam zdziwione spojrzenie siostry.
-Uciekłyśmy-powiedziała obojętnym tonem. Głosem, który w żaden sposób nie przypominał tego po wypadku. Wręcz przeciwnie. Wypowiadając to słowo jej głos był taki jak przed tą tragedią. Zerknęłam na nią. Na jej twarz szybko powrócił uśmiech, który towarzyszył jej już trochę czasu. Pokręciłam głową i wpatrywałam się w horyzont miasta.


Roxanne? Nie wiem co to jest >.<